Obserwatorzy

sobota, 9 lutego 2013

Projekt Kontynenty #1 Afryka

Na początku przepraszam za ciszę i za to, że mani pojawia się dopiero teraz oraz za to, że nie jest bardzo twórczy. Byłam we Wrocławiu i pomagałam ojcu z mieszkaniem oraz na koncercie Kalibra 44. A tam nie mam dostęp do internetu. Brak mi też czas ogólnie ostatnio. Maluję paznokcie na ostatnią chwilę. Stąd też odprysk na środkowym palcu.

Paznokcie pomalowałam lakierem Pierre Rene Top flex longlasting nr 245 soft camel, o którym pisałam tutaj, a na serdecznych nakleiłam naklejki z Lovely. Bardzo mi się spodobały, ale jeszcze muszę poćwiczyć aplikację. Więcej o naklejkach w przyszłym poście. Dodam tylko, że byłam pytana jak zrobiłam taką panterkę ;). No to pora na zdjęcia:





Prace innych dziewczyn znajdziecie tutaj.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Essence Colour&Go nr 121 gold fever

Miałam wczoraj iść na gruby melanż. I w ostatniej chwili musiałam zrezygnować :/. A z jakiego powodu to już się domyślcie ;). Na szczęście dzisiaj jestem już żywa, a nadchodzący tydzień zapowiada się imprezowo, więc nic straconego ;). Do tego mam już plan na nowy semestr i zajęcia mam tylko w poniedziałki (serbski i seminarkę) oraz we wtorek (serbski). A poza tym zaczynamy jutro z projektem Kontynenty (patrz baner po prawej). I tymi pozytywnymi informacjami przechodzę do głównego tematu dzisiejszego posta.

Firma: Essence
Kolekcja: Colour&Go
Numer: 121 Gold Fever
Wielkość: 8 ml
Cena: 219 din ( ~ 8,76 zł )
Gdzie: DM

Pędzelek: Okrągła rozszerzana ku górze nakrętka w kolorze lakieru. Zamykana na klik, więc lakier nam nie gęstnieje. Pędzelek gruby, zaokrąglony na końcu, płaski. Wystarczy więc jedno pociągnięcie do pokrycia płytki. Lubi jednak nabrać za dużo lakieru.

Lakier ogólnie: Złote lakiery, podobnie jak czerwone, nigdy mnie nie pociągały. Ten jednak przyciągnął mój wzrok i nie wiedzieć czemu sięgnęłam po niego i wylądował w koszyku... Jest to bezbarwna baza z dużą ilością ciemnozłotego brokatu i mniejszą ilością jasnozłotego oraz jeszcze mniejszą czerwonego. Do pokrycia płytki całkowicie potrzeba 3 warstw w przypadku krótkich i 4 w przypadku długich paznokci. Co ciekawe na prawej ręcę końcówki przetarły mi się drugiego dnia, a na lewej trzeciego. Odprysków narazie brak, a noszę już 5 dzień. Nie wiem jak ze zmywaniem, ale podejrzewam, że jutro folia pójdzie w ruch. Lakier niesamowicie błyska szczególnie w słońcu. Polubiliśmy się i myślę, że wiosną i latem gdy już będzie słonecznie będzie często gościł na moich paznokciach.

Światło naturalne (słońce!:))
 



 
Z lampą:

 
W cieniu:
 
 
W sobotę tak jak wspominałam w poście wybrałam się na spacer po drogeriach. Moje skromne zakupy:
 
 
Perfecta, Wulkaniczny peeling do stóp, 1,69 zł, Rossmann - obecnie w poromocji, wzięłam z ciekawości :)
Perfecta, Cukrowy peeling do ciała, czekolada + olejek kokosowy, 12,99, SuperPharm - także promocja, cukrowego peelingu jeszcze nie miałam, więc się skusiłam. I ten zapach! *,*
Essence, Vintage District, cień do powiek, 02 shoppin @ Portobello road, 8,99 zł, Hebe - cień ten mnie ciekawił odkąd pojawiła się zapowiedź limitki. Niedługo na pewno coś nim zmaluję. No i Hebe! Jak cudownie, że w Opolu nam otworzyli! Chyba zostanie moją ulubioną drogerią ;).
Lovely, naklejki na paznokcie, nr 1 i nr 2, 8,89 zł opakowanie, Rossmann- naklejki znane z postów bloggerek ambasadorek Wibo. Panterka bardzo mi się spodobała, a gwiazdki kupiłam z ciekawości.
 

 
Macie Gold Fever? Albo coś z rzeczy, które kupiłam? Gotowe na projekt Kontynenty? Pomysły w głowie? Ja zmaluję coś jutro wieczorem ;).

 


sobota, 2 lutego 2013

Original Source Orange & Liquorice / Pomarańcz i Lukrecja żel pod prysznic

Która z nas nie zna i nie zachwyca się zapachami żeli OS? Dziś o jednym z żeli z zimowej edycji limitowanej - pomarańcz i lukrecja. Kupiłam go zachęcona wysypem postów o edycji limitowanej w listopadzie. Na szczęście nie miałam problemu, bo śliwka nie przypadła mi do gustu.

Firma: Original Source
Seria: zima 2012/2013
Co: Żel pod prysznic Orange & Liquorice / Pomarańcz i Lukrecja
Pojemność: 250ml
Cena: 9 zł
Gdzie: Rossmann

Od producenta:

Skład:


Opakowanie: Twardy plastik. Z boku i z tyłu opakowanie nie jest gładkie, więc nawet gdy mamy mokre łapki trzyma się w dłoni. Kształt charakterystyczny dla żelów OS. Stoi na głowie. To taki wydłużony trapez ;).Wzrok na pewno przyciąga dizajn. Pomarańczowo - czerwony w modny tej zimy wzór norweski. Napisy są czytelne i nie ścierają się.


Otwarcie: Klapka zamykana na zatrzask. Otwór na pierwszy rzut oka wydaje się duży, ale jest on zwężany w środku dzięki czemu żelu nie wylewa się zbyt dużo.



Konsystencja: Żel ma rzadką konsystencję i 'ciągnie się'. Łatwo spływa z mokrego ciała.

Zapach: Bardzo słodki. Dominuje lukrecja. Odradzam wąchanie na kacu ;) od tej słodyczy robi się niedobrze. Zapach długo utrzymuje się na ciele i także w łazience.



Wydajność: Żelu zaczęłam używać na początku grudnia i do dziś zużyłam ok 3/4. A nie żałuję sobie ilości.

Moja Opinia: Najbardziej oczarował mnie zapach. Mimo tej słodyczy bardzo przypadł mi do gustu. Lubię wąchać swoją skórę po umyciu i wciąż go czuć. Żel bardzo dobrze się pieni. Tzn. jak na żel oczywiście. Dobrze czyści skórę. Jest wydajny. Producent nic nie mówi o nawilżeniu, więc i ja nic o nim nie napiszę. Nie wymagam od żelu nawilżenia, bo korzystam z innych kosmetyków do tego celu. Żel dla mnie ma pachnieć, być wydajny i dobrze myć. I wszystkie warunki spełnia. Nie odpowiada mi tylko konsystencja i to, że tak łatwo spływa z mokrego ciała.

A wy macie / miałyście? Lubicie OS?

Zmieniłam w nocy wygląd bloga. Co myślicie? Coś trzeba by jeszcze zmienić? I przede wszystkim czy banner jest ok? Czy trzeba by go jeszcze rozszerzyć? Z góry dziękuję za uwagi. A teraz uciekam na obchód drogerii ;).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...